W danych o Tesla Semi często obok siebie pojawiają się trzy liczby: zasięg, zużycie energii i maksymalna moc ładowania. Każda opisuje coś innego. Zanim zacznie się z nich wyciągać wnioski o czasie przejazdu czy kosztach, dobrze oddzielić wartość szacunkową od tego, co może wydarzyć się na konkretnej trasie.
Dla wersji europejskiej Tesla podaje około 1 kWh/km. Przy takim uproszczonym założeniu odcinek 250 km oznaczałby około 250 kWh energii. To tylko punkt odniesienia do planowania, nie gwarantowane zużycie ani sposób na wyliczenie pojemności baterii. Wpływ mają między innymi prędkość, ukształtowanie trasy, temperatura, wiatr, obciążenie, opony i aerodynamika naczepy. Sama Tesla zastrzega, że konfiguracja kół, owiewek i naczepy może mocno zmienić przewidywane zużycie.
Dla porównania, amerykańska specyfikacja podaje 1,7 kWh na milę. Po przeliczeniu wychodzi około 1,06 kWh/km, czyli w przybliżeniu 106 kWh na 100 km. To blisko europejskiej wartości 100 kWh na 100 km, ale nie dowodzi, że obie wersje będą zużywać tyle samo w każdej sytuacji. Tesla podaje je dla różnych konfiguracji i warunków testowych, więc to raczej orientacyjne liczby do porównania niż wyniki z jednego, identycznego testu.
Megacharger i Basecharger — dwa różne zadania
Europejski Megacharger ma mieć moc do 800 kW, a Tesla deklaruje możliwość uzupełnienia do 60% zasięgu w 30 minut. Przy zasięgu szacowanym na 550 km, 60% odpowiada w prostym przeliczeniu około 330 km. Nie oznacza to jednak, że każdy postój da dokładnie taki przyrost. Zapis „do” i warunki, w jakich powstał szacunek, mają znaczenie.
Do postoju w bazie Tesla pokazuje Basecharger o mocy 120 kW. Według firmy może uzupełnić do 60% zasięgu w około cztery godziny. To inny scenariusz niż szybkie doładowanie na trasie: wolniejsza ładowarka może pasować do długiego postoju w zajezdni, a Megacharger ma skrócić przerwę w dalszej drodze.
Nie należy wyliczać pojemności baterii przez proste pomnożenie maksymalnej mocy ładowarki przez czas postoju. 800 kW to górna deklarowana moc, nie informacja, że samochód będzie pobierał ją bez przerwy przez całe pół godziny. Karta techniczna Tesli podaje przyrost zasięgu, a nie pełną krzywą ładowania ani pojemność użyteczną akumulatora.
W planowaniu transportu sama moc stacji to zresztą tylko część układanki. Liczy się, czy ładowarka leży na trasie, czy zestaw może wygodnie do niej wjechać, ile trwa obsługa, jaką masę ma naczepa i jaki zapas zasięgu przewoźnik chce zachować. Trasę z powrotem do własnej bazy można planować inaczej niż kurs przez kilka regionów, w których trzeba polegać na publicznych punktach ładowania.
Tesla podaje, że system planowania trasy Semi ma uwzględniać postoje na ładowanie. To może ułatwić układanie przejazdu, ale nie zastąpi wiedzy o realnych punktach dostępnych dla ciężkiego zestawu i o tym, czy postoje pasują do rozkładu pracy firmy.
Jak Wy byście planowali użycie Semi: regularne trasy z ładowaniem w bazie, czy dłuższe kursy z Megachargerami po drodze?
